poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 1

Gdy wróciłam do domu cała zapłakana mocno trzasnęłam drzwiami i oparłam się o nie powoli ześlizgując na ziemie.
Nie wiedziałam co robić czułam się bez silna i pusta w środku.Czemu to się zdarzyło akurat jej?
Czemu ona?..
Czemu ona?..
Czemu ona?..
Byłam już tym całym dniem zmęczona moje powieki powoli zamykały się i zasnęłam.
"Byłam na wielkiej łące.Miałam na sobie białą zwiewną sukienkę która falowała podczas delikatnego i letniego wiatru.Wszystko wokół było przepiękne.Białe puchate zajączki kicały po otwartej przestrzeni, by następnie schować się do norki.Zapach kwiatów wokół,sprawiał że czułam się lepiej. Wszędzie latały piękne białe motyle.Wyciągnęłam rękę i jeden z nich usiadł mi na palcu.Gdy uniosłam dłoń odleciał.Słychać było cichy śpiew ptaków.Obok mnie płynęła sobie mała rzeczka,nad którą znajdował się pomost.Stała na nim piękna kobieta o długich kręconych włosach,wyraźnych rysach twarzy,oraz czarnych gęstych rzęsach,pomiędzy nimi znajdowały się oczy koloru gorzkiej czekolady.Wyciągnęła do mnie rękę i pogodnie się uśmiechnęła.
-Witaj,kochanie-kiedy to powiedziała lekko się zdziwiłam,ale odwzajemniłam uśmiech.
Gdy podałam jej moją dłoń pomogła mi wejść po schodkach i przeprowadziła na drugą stronę pomostu gdzie znajdował się ogród różany.Biel kwiatów była nieskazitelna,wszędzie pachniało tak słodko i przyjemnie.Usiadłam z tajemniczą kobieta tuż przy fontannie na której znajdowała się rzeźba anioła,który miał potężne skrzydła.Wyglądał tak realistycznie wydawało się,że zaraz się oderwie od małej kuli na której stał i odleci.Przyglądałam się jemu jeszcze przez 5 minut gdy nagle odezwała się tajemnicza osoba.
-Pewnie zastanawiasz się kim jestem i gdzie jesteśmy?-jej mina spoważniała
Lekko skinęłam głową.
-Wiem że pewnie w to nie uwierzysz,ale jestem twoją mamą.-powiedziała i lekko uśmiechnęła się pod nosem.
-C..Co?!Jesteś moją matką??
Nic nie odpowiedziała,tylko kiwnęła głową na tak.
-To nie możliwe,moja matka mnie nie kochała zostawiła mnie!!!
-To nie jest takie proste jak myślisz,musiałam to zrobić,ale ja zawsze cię kochałam i kocham,codziennie cię obserwowałam.
-Nie,to niemożliwe,to przecież tylko jakieś pierdolony sen który nic nie znaczy,wytwór mojej wyobraźni.-powiedziałam nie dowierzając 
-To prawda że spisz,ale trafiłaś do miejsca zwane hortus*,znajduje się ono pomiędzy światem słów,a rzeczywistością.
-Dobra,załóżmy że ci wieże że jesteś moją matką i w ogóle,ale mam pytanie,po co tu przyszłaś?
-Przyszłam tu po to,by opowiedzieć ci o twojej przeszłości i powiedzieć ci kim naprawdę jesteś...
Siedziałam cicho by kontynuowała.
-Tak naprawdę jesteś..."
Nie dokończyła ponieważ obudziło mnie dzwonienie lekko rozwalonego telefonu po bliskim spotkaniu ze ścianą telefonu.Spojrzałam na wyświetlacz.Numer nie znany,postanowiłam odebrać,więc nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo.
-Halo,dzień dobry czy dodzwoniłam się do Laury Wiśniewskiej?-powiedział ktoś po angielsku.
-Tak.-odpowiedziałam zmieniając na ten język.
-O witaj kochanie tu twoja ciocia Linda.
-Cześć ciociu.
-Chciałam cię poinformować że przyjedzie po ciebie mój sąsiad Harry wraz z kolegami i polecicie razem samolotem do mnie.
-Dobrze o której będzie?
-O 20 powinien przyjechać.
-OK to muszę kończyć bo mam bardzo dużo rzeczy do spakowania.-odpowiedziałam z radością w głosie.
-To idź się pakuj i do zobaczenia w Folls.
-Pa.
Pobiegłam szybko na górę i spakowałam wszystkie rzeczy z mojego pokoju.Zajęło mi to ok.2godz.Gdy spojrzałam na zegarek wskazywał on godzinę 19.35.Zniosłam walizki na dół i ktoś zapukał do drzwi.Kiedy je otworzyłam ujrzałam we framudze wysokiego mężczyznę o krótkich brązowych włosach i niebieskich oczach wyglądał na ok.20lat.
-Czy nazywasz się Laura?
-Tak,o co chodzi?
-Chciałem bardzo przeprosić za wypadek spowodowany z mojej winy-powiedział lekko zmieszany.Gdy to usłyszałam nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
-To ty zabiłeś moją Babcie?!-krzyknęłam
-Tak,przepraszam to był wypadek!
Tego było już za wiele jak on śmie po tym wszystkim na mnie krzyczeć.Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem miałam ochotę go zabić.W pewnym momencie upadł na ziemie i zaczął wić się z bólu.Nie wiem czemu tak się stało,ale byłam zadowolona,czułam że żyje,oraz pragnęłam zemsty.Podniosłam wzrok i zobaczyłam nieziemsko przystojnego chłopaka z brązowymi lokami i zielonymi oczami.
Na początku był oszołomiony,lecz po pewnym czasie na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek i podszedł do mnie powoli.Mężczyzn,którego wcześniej chciałam zabić uciekł.Wtedy podszedł do mnie tajemniczy chłopak,ujął moją dłoń i pocałował jej zewnętrzną stronę.Zarumieniłam się lekko.
-Cześć piękna,pewnie masz na imię Laura.-powiedział z uśmiechem.
-Tak,a ty?-zapytałam odwzajemniając uśmiech.
-Mam na imię Harry twoja ciotka poprosiła mnie,żebym towarzyszył ci w podróży.
-Bardzo mi miło cię poznać.
-Mi też bardzo miło,ale chyba nawet milej.-powiedział z tym swoim zawadzkim uśmiechem.Poczułam że się rumienie się jeszcze bardziej,gdy tylko to zauważył cicho się zaśmiał.
wzięłam walizki,lecz chłopak mi je zabrał.
-ejjjj...-powiedziałam chcąc zabrać mu bagarze.
-Kobiety nie powinny nosić walizek od tego są mężczyźni-powiedział i wypiął pierś na co ja wybuchnęłam śmiechem.


-Ślicznie się śmiejesz-powiedział odsłaniając swoje równe ząbki.
-Dziękuje,ale to niestety nie prawda.-powiedziałam ciągle się śmiejąc.
Nic nie powiedział tylko postawił walizki na ziemie,wyjął swój telefon i zrobił mi zdjęcie.Próbowałam mu wyrwać urządzenie,ale to tylko rozbawiło go jeszcze bardziej.
-Piękne,widzisz-powiedział i pokazał mi zdjęcie na wyświetlaczu.
Musze przyznać zdjęcie było naprawdę ładne,ale nie skomentowałam go.
-Idźmy bo się spóźnimy na samolot-powiedziałam i lekko go popchnęłam.
Gdy wsiadłam do samochodu zobaczyłam...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć wszystkim,mam nadzieję że rozdzialik wam się spodobał.
Pomyślałam że posty będę wstawiać dwa razy na tydzień w poniedziałki i soboty.
Proszę o krótki komentarz ponieważ jestem nowa w tym twórczym świecie i nie wiem czy mam coś zmienić.
xoxo,
Laura



niedziela, 8 września 2013

Prolog


Siedziałam w domu i czekałam aż moja babcia wróci ze sklepu.Jak zwykle opierała się gdy chciałam jej pomóc i kazała mi żebym odpoczęła po szkole.Teraz siedzę na kanapie oglądając telewizje i wcinam lody o smaku mango(moje ulubione).Przeskakiwałam po kanałach szukając mojego ulubionego programu.Gdy wreszcie odnalazłam swój cel rozsiadłam się wygodniej i zasnęłam.
Obudził mnie głośny telefon.Niechętnie wstałam i odebrałam telefon.
-Dzień dobry.Czy rozmawiam z Laurą Wiśniewską?-usłyszałam nie znajomy głos
-Tak,o co chodzi?-zapytałam 
-Bardzo mi przykro ale pani babcia została potrącona przez samochód i jest w bardzo ciężkim stanie.
W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy.
-Cz...Czy ona z t...tego w...wy...wyjdzie?-zapytałam przez szloch.
-Niestety ze względu na jej wiek i liczne choroby ciała doktor stwierdził iż nie przeżyje.-powiedziała wciąż poważnym głosem.
-Czy mogę się z nią pożegnać.-zapytałam z bólem w głosie.
-Tak,oczywiście,ale radzę się pośpieszyć,ponieważ oszacowano iż pani babcia umrze jutro rano.
-Dobrze,dziękuje za informacje.-powiedziałam i rozłączyłam się i uderzyłam telefonem o ścianę.
Tego było już za wiele czułam się zrozpaczona,smutna,wściekła straciłam nad sobą kontrole.Wpadłam w furię.Zaczęłam strącać wszystkie rzeczy z półek.Wzięłam wałek z kuchni i rozbijałam wszystko co miałam w zasięgu wzroku,potem wzięłam nóż z kuchni i przejechałam sobie ostrzem po skórze. Poczułam ulgę gdy krew zaczęła cieknąć po mojej ręce,dłoni by następnie kapać na ziemię.Do mojego nosa dotarł przyjemny słodki zapach tej czerwonej cieczy.Przyłożyłam dłoń do ust i zlizałam resztki mojej krwi ze strupiejącej powoli rany.Zdziwiłam się gdy zdałam sobie sprawę że smakuje ona bardzo dobrze.Zadzwoniłam po taksówkę i podałam adres szpitala.Gdy dojechałam na miejsce zapłaciłam taksówkarzowi i wbiegłam do szpitala i podeszłam do recepcjonistki.
-Przepraszam,gdzie jest się Magdalena Wiśniewska?-zapytałam przybita
-Znajduje się ona w sali 103.-odpowiedziała z uśmiechem.
-Dziękuje,do widzenia.
Kiedy dotarłam do do odpowiedniej sali i ujrzałam moją babcie podłączoną do jakiś różnych urządzeń.Od razu rzuciłam jej się w ramiona i zaczęłam głośno szlochać.
 -cśśśśśś...nie płacz kochanie-powiedziała osłabiona
-Babciu co ja teraz zrobię jesteś jedyną osobą którą kocham i mam.
-Obiecuje ci nie zostawię cię samej zadzwoniłam do twojej ciotki i powiadomiłam ją o całym zdarzeniu. Jutro wyjeżdżasz do jej domu i zamieszkasz z nią w Folls.Zawsze będę patrzyła na ciebie z góry.-ostatnie zdanie powiedziała nieco ciszej.
-Kocham cię,babciu.
-Ja ciebie też kochanie pamiętaj o tym.
Nagle urządzenia zaczęły pikać i na małym ekraniku pojawiła się długa kreska,co oznaczało że jej serce przestało bić.
Straciłam ją.
-------------------------------------------------------------------
No i mamy prolog:)
Chciałabym was poinformować że to mój pierwszy blog i liczę się z krytyką.Chciałabym was poprosić o komentowanie,ponieważ chciałabym żeby każdy rozdział był lepszy od poprzedniego,żeby w końcu osiągnąć